Męczarnie w związku :(

Wprawdzie mam rozjebane ciuchy na pół pokoju, zabieram się za kolejne pranie, ale z pisaniem jest jak ze sraniem, zachciało mi się nagle, więc piszę.

Dzień dobry tak w ogóle. Chaos, chaos w pisaniu dzisiaj jak widać, ale nieważne. Cały dzisiejszy wpis jest efektem spostrzeżeń życiowych na przestrzeni lat, a dodatkowego kopa do napisania o tym dała mi sytuacja z wczoraj, podczas meczu hokeja w Katowicach, gdzie partnerka jednego z kibiców, przez cały mecz oglądała sukienki na portalu aukcyjnym, a przy bramce dla Polski nawet nie drgnęła. Po raz kolejny w swoim życiu zadałem sobie, a i chętnie zadałbym jej pytanie : PO CHUJ?

Od zawsze będąc w jakimkolwiek związku z kobietą, czy to poważnym, czy mniej poważnym, stawiałem na szczerość, stawiałem kawę na ławę. Taki jestem i chuj. Znaczy nie chodzi mi teraz o jakieś głębsze rozkminianie na temat osobowości, bo ten temat również można by rozwinąć mocniej, ale chodzi mi bardziej o jakieś przedstawienie swoich zainteresowań i w razie całkiem odmiennych pasji kobiety, ustalenie, że nie wchodzimy sobie w dupska i nie będziemy na siłę ze sobą chodzić razem tam, gdzie tak naprawdę jedna osoba się pasjonuje, a druga cierpi, gdzie jak później się okazuje cierpi też ta osoba, która się pasjonuje, widząc znudzenie drugiej osoby.

Ja jestem kibicem piłkarskim swojej lokalnej drużyny, reprezentacji, ogólnie lubię sport. Na mecze chodzę od 19 lat, regularnie. Już dawno jest to bardziej spotkanie z kumplami, dreszczyk emocji, przy ciekawym kibicowsko przeciwniku, niż jaranie się poziomem piłkarskim. Ale jest mi z tym dobrze, czuję się częścią czegoś, co budowałem sobie od prawie 20 lat. Pewnej przynależności. No i taki klub to naprawdę wierzcie mi, lub nie, leży mi w sercu i przeżywam pewne rzeczy na stadionie. Ostatnio przeważnie kurwicę, ale to też nie jest w tym wpisie ważne. Ważne jest to, że stadion jest dla mnie małą świątynią i nie wyobrażam sobie wziąć na stadion kobiety, która pójdzie po to, żeby mi było miło. Ani ona nie zrozumie tego, po co wskakuję na płot lecąc wcześniej 15 rzędów niżej, gdy moja drużyna strzeliła bramkę na 1:0 w 93 minucie w derbowym pojedynku, ani ja nie będę się czuł komfortowo, kiedy będzie patrzeć na mnie jak na idiotę.
Ja też nie poszedłbym na zawody w szydełkowaniu na czas, właśnie dlatego, żeby kobiecie nie zrobić przykrości, bo po co mam iść na wydarzenie, które chuj mnie obchodzi tylko po to, żeby rzekomo być dobrym facetem.

Też kiedyś słyszałem o gościu (i to żeby o jednym..), który chodził wszędzie ze swoją dziewczyną. Dziewczyny umawiały się na babskie pogaduchy, on jako jedyny, dzielnie był z nią.
I potem się dziwić, że ludzie się duszą w związku? Poza tym jakim trzeba być zjebanym na umyśle, żeby iść na imprezę gdzie są same baby??? Aż mnie dreszcze przechodzą jak sobie pomyślę o takiej imprezie. Siedzi sześć kobiet, winko, piweczko i ich gadki. Brzmi jak wyrok! A gość kurwa sam tam się pchał! Pierdolnięty! Pomijam już to, że biedna kobieta nie miała nawet możliwości upuścić swoich emocji, czyli zwyczajnie obrobić mu dupy z przyjaciółkami.

Kolejny przykład : koncerty. Najczęściej zjawisko widziałem na koncertach Comy, mojego ulubionego zespołu. Najczęstszy zestaw, kobieta uwielbiająca zespół, bawiąca się w tłumie, lekko przyduszona miłosnym uściskiem prawilnego obrońcy, misia pysia w swetrze w serek, kontrolującego z kamienną miną, czy swojej księżniczce nic nie grozi, czy nie otrze się o spoconego Jarka z akademika. No idźże pan w chuj z takim czymś...Jak to widzę, to nigdy nie wiem czy się śmiać, czy płakać. Po prostu żal mi tej dziewczyny wtedy.

To wszystko jest takie sztuczne, taka chęć pokazania, że jesteśmy tacy zainteresowani, że Twoja pasja, jest moją pasją. Gówno prawda. Znudzi się taka postawa, będzie kwas, będzie niemiło, w końcu się rozpierdoli.

Może się mylę, natomiast dobrze mi z tym moim, klarownym podejściem. Miłego dnia :)